Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 6 lutego 2014

rozdział I

Rozdział I

Przebudzenie

    
       Z jej czoła spłynęła kropla potu. Otworzyła zielone oczy, w mroku wręcz niezauważalne. Cicho wstała i wyszła z sypialni na końcu korytarza. Nie zapaliła światła w holu, żeby nikogo nie obudzić. Sprawnie ominęła stolik i szafkę na buty postawioną pod ścianą. Uchyliła lekko ciemne, drewniane drzwi, całe oklejone plakatami, zdjęciami i rysunkami piłkarzy. Zobaczyła jak Daglas spokojnie śpi. Teraz uchyliła drzwi obok. Te były nienaruszone, przesadnie zadbane i jasne, w przeciwieństwie do tych obok. Emma słodko chrapała. Delikatnie zamknęła drzwi obydwu pokoi i po ciuchu wróciła do własnego. Z gracją kocicy wskoczyła do łóżka starając się nie poruszać zbyt głośno. Nie zasnęła jednak już tej nocy. Leżała tylko i rozmyślała, zapatrzona w nieprzenikniony mrok i zasłuchana w niezakłóconą nawet najdrobniejszym podmuchem wiatru ciszę.
      Godziny mijały. Słońce leniwie wynurzało się spod horyzontu, oświetlając przytulny dom państwa Brown. Z zamyślenia wyrwał ją budzik. Odruchowo zamknęła oczy, a następnie przecierając je, ponownie otworzyła.
Zauważyła że Robiego już nie ma.
-"O kurcze! Nawet nie zauważyłam kiedy wstał"-pomyślała tylko i momentalnie wyskoczyła z łóżka. Założyła szlafrok, spięła brązowe włosy i poszła budzić dzieci, jak co rano. Ponownie minęła mały stolik i szafkę na buty, tym razem dobrze oświetlone przez słoneczne światło. Ponownie uchyliła drzwi pokoi i powiedziała- Dzieciaki już 7:00! Wstawać bo zaraz zajmę łazienkę!
       Po tych słowach, tak jak już zapowiedziała, udała się do sporej łazienki. Musiała zapalić światło, ponieważ w pomieszczeniu nie było okien. Stanęła przed półokrągłym lutrem spoglądając ze zdziwieniem we własne oblicze.
-Kiedy ty się tak zestarzałaś? Jeszcze niedawno nie znałaś nawet Robiego, a dziś Emma kończy gimnazjum. Jak ten czas szybko leci- powiedziała do siebie w trakcie mycia zębów.
Poranna toaleta zajęła jej piętnaście minut. Po wyjściu z łazienki nie zgasiła światła, bo wiedziała że zaraz ktoś tam wejdzie. Nie myliła się. Minutę po jej wyjściu było słychać kłótnię dotyczącą tego, które z dzieci powinno pierwsze wejść do toalety. Nie zareagowała kiedy to usłyszała, uśmiechnęła się tylko do siebie i dalej podążała wąskim korytarzem w stronę dobrze oświetlonej, niebieskiej kuchni.
-O rany co tak pięknie pachnie?- zawołała zbliżając się do drzwi pomieszczenia.
-Zrobiłem nam śniadanie- odparł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna.
-Twoja słynna jajecznica! Tylko ty potrafisz zrobić tak pyszną- dała mu całusa w policzek i usiadła do stołu- mam nadzieję, że nie będziesz musiał już wyjeżdżać tak często.
-Abby, dobrze wiesz, że gdyby to ode mnie zależało, nigdzie bym nie wyjeżdżał- z czułością odpowiedział Robi, nakładając Abby jajecznicę na talerz.
-Oczywiście że wiem, ale ty też wiesz że twój szef ostro przesadza.
-Dobrze powiedziałaś. Szef. Dlatego ja nie mam nic dogadania i muszę go słuchać. Niedługo wrócimy do Kalifornii. Wtedy nie będę musiał nigdzie jeździć.
-Nie wiem czy to taki dobry pomysł. Pomyśl tylko jak poradzą sobie z tym dzieciaki. Zadomowiły się tu, mają nowych przyjaciół, dziadków niedaleko, przyzwyczaiły się do tego miejsca- przerwała. Głos jej się załamał.
       W kuchni zapadła cisza.
-Jakoś to zorganizujemy. Razem damy radę- przytulił ją czule i pogłaskał po głowie.
       Nagle do kuchni weszli Daglas i Emma.
-O czym rozmawialiście?- Zapytał chłopak.
-To nie jest istotne- odparł Robi delikatnie wypuszczając kobietę z uścisku.- Siadajcie do stołu, bo jajecznica wam wystygnie.
       Dzieci grzecznie zrobiły to o co poprosił je tata. Zaczęły ze smakiem pałaszować swoje śniadanie. Cała rodzina w ciszy obserwowała swoje ruchy. Wszyscy wiedzieli, że w powietrzu unosi się nieprzyjazna atmosfera, co raczej nie sprzyjało rozmowie. W pewnym momencie, starając się rozluźnić domowników Abby zapytała:
-Planujecie się pospieszyć czy iść do szkoły na pieszo?
       Żart jej nie wyszedł. Emma i Daglas spojrzeli na nią krzywo, przełknęli ostatnie kawałki jajecznicy i odeszli od stołu. Nawet normalne "dziękuję" tego dnia nie wchodziło w grę. Robi próbując pocieszyć żonę odparł nieśmiale:
-Ja tam wole się pospieszyć i nie pozwolić ci prowadzić.
      Tym razem to Abby puściła mu nieprzyjemne spojrzenie i odeszła od stołu. W kuchni został tylko mężczyzna.
-Takie przyjemne rodzinne śniadanie. Oczywiście posprzątam po was wszystkich, nie musicie dziękować- mówił sam do siebie, choć przekaz tej jednoosobowej konwersacji był jasny.Włożył wszystkie naczynia do zmywarki i sam opuścił pomieszczenie.
      Emma i Daglas krzątali się po całym domu. Chodzili od łazienki do swoich pokoi wymijając się zwinnie, tak jakby wszystkie ruchy mieli wcześniej opracowane i uzgodnione. Nie było chwili gdy we dwójkę byli w toalecie lub pokoju. W holu, który nie należał do najszerszych, koordynowali ruchy w sposób perfekcyjny. Każdy stawiany przez nich krok był wcześniej analizowany i wyćwiczony przez lata codziennej bieganiny. Kiedy wszyscy domownicy byli gotowi do drogi, wyszli z domu frontowymi drzwiami, przeszli do sporego garażu, wsiedli do srebrnego seata i ruszyli. Pierwszym ich celem było Publiczne Gimnazjum w Toruniu. W trakcie jazdy, tak jak przy śniadaniu, nikt nie był chętny do rozmowy. Z każdym przebytym przez rodzinę kilometrem cisza stawała się coraz bardziej wykańczająca. Jedynym słyszanym przez nich dźwiękiem było warczenie silnika. Każdy siedział na swoim przydzielonym lata temu miejscu. Robi kierował, Abby była na siedzeniu pasażera, Daglas siedział tuż za nią, a Emma za ojcem. Sytuacja ze śniadania powtarzała się. Abby chcąc usłyszeć czyjkolwiek, nawet swój głos, zapytała:
-O której dziś kończycie lekcje?- Nikt nie był chętny do odpowiedzi. Pytanie tylko na chwilę zaspokoiło pragnienie kobiety.-Nie łaska mi odpowiedzieć?- Powoli zaczynała się denerwować. Tym razem otrzymała odpowiedź.
-Ja dzisiaj kończę później, bo zostaję na wyrównawczych z polaka- z niechęcią powiedział Daglas.
-Z polskiego- poprawił go ojciec- nic dziwnego, że musisz na nie chodzić, skoro tak mówisz.
-Bardzo śmieszne -odgryzł się chłopiec, przewracając oczami.
-A ja idę po lekcjach do miasta z dziewczynami, więc nie czekajcie na mnie z obiadem- z wyrzutem do matki o jej bezsensowne pytanie, wydusiła z siebie Emma.
-Z dziewczynami?- Chcąc sprawdzić córkę dopytywał się Robi.
-A jak niby mówię, niewyraźnie?- Zdenerwowana podejrzeniami ojca warknęła przez zęby.
-Jeszcze chwila i nigdzie nie pójdziesz- teraz zdenerwowała się Abby.
-Dobra, dobra spokojnie.
       W tym momencie dojechali pod budynek szkoły. Tłumy nastolatków zmierzało niechętnie do głównego wejścia budynku. Ich los musiały podzielić także dzieci państwa Brown.
-Na razie!- Krzyknęli niemal jednocześnie. Takie sytuacje nie zdarzały się często. Rodzeństwo było całkowicie różne od siebie. Daglas spokojny, lecz nie obdarzony dużą inteligencją, a Emma energiczna, dobrze wysportowana i bardzo mądra. W tym momencie zgadzali się jednak całkowicie. Cel: odetchnąć od tej nieprzyjemnej atmosfery. Byli gotowi szybciej dotrzeć do szkoły, byle tylko już pożegnać się z rodzicami. Tak też zrobili. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz