Rozdział II
W drodze
Zostali w samochodzie sami. Jechali przez centrum miasta. Od momentu, gdy Emma i Daglas wysiedli z samochodu, Robi czujnie obserwował Abby. Nie było to dla niego łatwym zajęciem, ponieważ to on kierował pojazdem i musiał być skupiony na drodze. Jednak jego ciekawość była zbyt silna. Wiedział dobrze, że poprzednia noc nie należała do normalnych, coś się wydarzyło. Natomiast Abby zachowywała się tak jak nic by się nie wydarzyło. Siedziała uśmiechnięta i obserwowała miasto, przyglądała się gąszczowi betonowych bloków, ludziom w pośpiechu dążącym w różnych kierunkach, powoli wynurzającemu się spod linii horyzontu słońcu. Podziwiała bezmyślność tego świata, mechanizmy powtarzające się każdego dnia. Była w pełni świadoma, że sama też bierze w tym udział teraz i zawsze. W jej przemyśleniach nie miała czasu na zwracanie uwagi na podejrzliwe spojrzenia męża. Robi zaczynał się denerwować. Zastanawiał się jak zapytać żonę o wydarzenia ostatniej nocy. W pewnym momencie nie wytrzymał.
-Co działo się dziś w nocy?
-Nic- zaskoczona pytaniem oderwała się od swoich myśli. Teraz patrzyła lekko przymkniętymi oczami na mężczyznę, który akurat w tym momencie obserwował jezdnię i samochód przed nimi. Wiedziała, że nie uniknie tłumaczenia się z jej dziwacznego zachowania.
-Wiesz, że mi możesz powiedzieć- Robi przestał być zły. Teraz bał się o swoja partnerkę. Znał ją już wiele lat i dlatego był pewny, że wydarzyło się coś poważnego.
-Wiem...
-A więc słucham- nie potrafił być delikatny. Stres zaczynał go całkowicie wyżerać. Nie był świadomy, że Abby czuje dokładnie to samo.
-No... Miałam zły sen- Sadziła, że mężczyzna uwierzy w tak błahy powód jej zachowania. Gdzieś w głębi siebie była jednak pewna, że za dobrze ją zna i nie da się na to nabrać.
-Zły sen? To wszystko?- Zdziwiła go naiwność Abby.
-Tak, to wszystko. Obudził mnie koło szóstej i już nie zasnęłam- była załamana, że okłamuje własnego męża. Nigdy nie chciała tego robić, lecz sytuacja była zbyt beznadziejna na wymyślanie lepszego rozwiązania.
-Mogę wiedzieć jaki to był sen?- Z coraz większym niepokojem Robi ściskał kierownicę.
-Przecież mówię. Zły. Zły sen. Nigdy nie miałeś?- Wiedziała, że robienie z męża idioty i próby rozluźnienia atmosfery nie są dobrym pomysłem. Tylko po co słuchać rozumu? Może on wcale nie ma racji.
Posłał jej dobitne spojrzenie. Nie podobało mu się zachowanie Abby prawie tak bardzo jak korek w środku miasta w którym własnie mieli przyjemność stać. Gdy znowu stanęli kolejne spojrzenie powędrowało w stronę kobiety. Podobnie jak pierwsze pozostało niezauważone. Ważniejsze były bloki mijane przez państwa Brown, gonitwa szczurów tak na prawdę nie wiadomo nawet po co. Abby siedziała zamyślona i ślepo patrzyła się w okno.
-"Co do cholery się ze mną dzieje?! Nigdy taka nie byłam. Nigdy nie oszukiwałam własnego męża, nigdy nie zarywałam nocy, nigdy tak nie martwiłam się o dzieci. I co najważniejsze - nigdy nie miałam tych wizji. O ile można je w ogóle nazwać wizjami. Raczej bardziej psują tu sny. Tak, nigdy nie miałam takich snów. Czy one coś znaczą? Nie, nawet tak nie myśl. To tylko głupie, nic nie znaczące sny i koniec. Nie ma, nie było tematu, zaraz zaczniesz prace, skup się na tym. Ciekawe czy Natalia przygotowała już kartoteki wszystkich pacjentów. Na pewno, ona to zawsze robi jak tylko przyjdzie."
W tym momencie usłyszała głos Robiego. Przerażony choć jednocześnie zły i zniecierpliwiony. Wiedziała co było powodem zdenerwowania mężczyzny. Bała się powiedzieć prawdy, bała się jego reakcji.
-Kochanie, co się dzieje? Widzę przecież, że coś nie tak, więc nie wciskaj mi teraz żadnego kitu.
Przez chwilę panowała cisza. Nie miała zamiaru odezwać się do męża. Teraz patrzyła w podłogę. Najciekawszym miejscem w samochodzie były czarne sandałki kobiety i pomalowane na niebiesko paznokcie u stóp. Bezwładnie spłynęła jej po pulchnym policzku łza. Chciała ją zetrzeć, ale mężczyzna już ją zauważył. Nie wiedział co powiedzieć. Mogła różnie zareagować, więc postanowił już nie odzywać się. Mijali w milczeniu kolejne bloki, później szkołę i jakiś sklep. Minuty mijały powoli. Abby podniosła nagle głowę. Spojrzała zapłakanymi oczami na Robiego. Mężczyzna od razu oderwał swoją uwagę od drogi i przeniósł na kobietę. Patrzyli na siebie w milczeniu. Otworzyła usta, chciała coś powiedzieć, ale znowu się rozpłakała. Ponownie ciekawym punktem stały się jej własne stopy. Robi wrócił do obserwowania drogi. Znowu jechali w milczeniu. Obydwoje chcieli się odezwać, lecz żadne z nich nie wiedziało jak. Po kolejnych pięciu minutach ciszy, Abby znowu podniosła głowę. teraz powróciła do obserwowania osiedla za oknem.
-"Czego ty się boisz?! To jest twój mąż. Spójrz na niego, weź głęboki wdech i zacznij mówić. Dasz radę, słyszysz?!Nic w tym trudnego. Już, zrób to! ... Nie, nie mogę. Jedyne co teraz muszę zrobić, to uspokoić się i jakoś wytrzymać jeszcze ten kawałek do szpitala. Tam przemyślę to wszystko. Tak, a kiedy wrócę do domu porozmawiam z Robim. To bardzo mądre. O! To już szpital, na szczęście"
Rzeczywiście własnie dojechali pod spory budynek z wieloma oknami na każdym piętrze.Mężczyzna zaparkował tuż pod głównym wejściem. Kobieta odpięła pas i zaczęła wysiadać. Robi złapał ją jeszcze za rękę i powiedział:
-Przyjadę po ciebie. Możesz na mnie liczyć- delikatny bas otulał uszy Abby.
Wyrwała mu się szybko z uścisku i wysiadła z auta. Gdy tylko weszła do budynku szpitala, on odjechał. Całą drogę do domu myślał o jej dziwnym zachowaniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz